|
- Widzi Pan w tym jakąś analogię? W 2008 r. wiosną odbyły się w Hanowerze największe targi logistyki magazynowej - CeMAT, natomiast jesienią rynek tkwił już w potężnych kłopotach. W 2011 r., po trzech latach targowej przerwy, znów mieliśmy wiosną optymistyczny CeMAT, a jesienią mamy obawy przed kryzysem. Czas na zaciskanie pasa?
Przede wszystkim widać, że rynek europejski nie jest w perfekcyjnej kondycji i jest podatny na zmienne nastroje. Od kilku miesięcy sporo się mówi o ewentualnym spowolnieniu gospodarczym, sytuacja państw z południowej części Europy jest zła. Szkoda, bo na pewno przydałoby się nam i naszym klientom trochę więcej spokoju i wytchnienia po kilku chudych latach. Tyle tylko, że podstawowa różnica pomiędzy sytuacją, która miała miejsce w 2008 r., a tą, z którą mamy do czynienia obecnie, jest taka, że wtedy wydarzenia powodujące kryzys, bardzo nas zaskoczyły. Była to niewiadoma, która „wyskoczyła z kapelusza” z niezwykłą gwałtownością. Dziś sytuacja jest odmienna – dużo się mówi (może nawet za dużo) o punktach zapalnych i „czarnych scenariuszach”, a wszelkie negatywne informacje, które otrzymuje rynek, są na bieżąco przetwarzane i konsumowane, a tym samym ich ewentualne skutki są mniej niebezpieczne.
- Pytam o CeMAT także z tego powodu, że nie były to targi zorganizowane pod hasłem: „tniemy koszty”. W Hanowerze zobaczyliśmy przede wszystkim produkty z wysokiej półki, niezwykle innowacyjne technologicznie. Ciekawe, ale mam wrażenie, że wciąż dalekie od bieżących potrzeb polskiego konsumenta?
Pamiętajmy, że CeMAT to impreza targowa przeznaczona dla klientów przyjeżdżających do Niemiec z całej Europy i jest to w tej chwili największa prezentacja nowości z dziedziny logistyki magazynowej. Gdzie nasza branża ma zaprezentować swoje osiągnięcia, jeśli nie tam? Zawsze w Hanowerze oglądamy również tę część oferty, która na dziś nie jest osiągalna lub potrzebna polskiemu klientowi. Co więcej, gdy cofniemy się do targów z 2008 r., to zobaczymy jak daleko byliśmy wtedy mentalnie i gospodarczo od obecnej sytuacji. Wydawało nam się, że gospodarka pędzi do przodu, a i firmy były nastawione na szybki i dość bezproblemowy rozwój. Stąd też na targach tak dużo było wtedy rozwiązań, które zostały projektowane z perspektywą nawet na i 10 lat do przodu… Dziś znacznie twardziej stoimy na ziemi, a tegoroczny CeMAT nie był z pewnością prezentacją „kosmicznych magazynów”, ale nowoczesnych rozwiązań, które w większości klienci będą mogli kupić w najbliższym czasie. Kierunek rozwoju technologii magazynowych to według mnie proces, który pomimo pewnych ograniczeń rynkowych, postępuje w dobrą stronę. Proszę zobaczyć, że systematycznie na polskim rynku sprzedawanych jest coraz więcej rozwiązań wysoko zaawansowanych technicznie. Sięgamy po nie nadal rzadziej niż Niemcy, czy Francuzi, ale na pewno coraz częściej. Czy dlatego, że imponuje nam wysoka technologia? Nie, dlatego, że ich zastosowanie znacząco poprawia pracę magazynu i docelowo przynosi oszczędności.
- W ostatnich latach polskie firmy zoptymalizowały się wewnętrznie, także z tego powodu, że miały na czym oszczędzać i z czego ciąć. Czy dziś jest miejsce na kolejny krok, gdyby była potrzeba dalszego „wyszczuplania organizacji”?
To, że przedsiębiorstwa zoptymalizowały swoją strukturę i urealniły koszty podczas poprzedniego kryzysu, będzie teraz tylko pozytywnie procentować. Wiemy, jak się zachowywać, gdy rynek jest spadający, wiemy jak sensownie sięgać do rezerw i jakie są konsekwencje tego typu działań. To nie jest tak, że coś się złego znów stanie z rynkiem i „lecimy głową w dół” nieprzygotowani i bez pojęcia, jak się z tego lotu wydostać. Branża logistyki magazynowej jest indykatorem tego, co się dzieje w gospodarce, bo rynek inwestycji w logistykę pierwszy odczuwa zarówno poprawę koniunktury, jak i nadchodzące kłopoty. Tak było również w 2008 r., gdzie branża TSL jako jedna z pierwszych odczuła krach, ale i w czasie wcześniejszych korekt rynkowych. Natomiast w 2011 r. jak na razie nie zauważam, żeby np. zapotrzebowanie na produkty nasze i naszych konkurentów w jakiś szczególny sposób zostało zahamowane. Co więcej – po okresie wakacyjnej stagnacji - od drugiej połowy września rynek zakupów mocno wzrósł. W 2008 r. już pierwsze informacje kryzysowe skutkowały spadkiem zamówień, a w ostatnich miesiącach nic się takiego nie stało.
- Czy rynek wózków używanych również wykazywał w ostatnim czasie trend wzrostowy?
Cały czas sprzedaż używanych urządzeń magazynowych utrzymujemy na wysokim poziomie. Nie każdy potrzebuje wózka, który będzie pracował przez pełną jedną, dwie lub trzy zmiany i nie każdy klient jest skłonny przeznaczyć na urządzenia magazynowe tyle, ile kosztuje wózek nowy. Jest to więc segment rynku, który jest obecnie atrakcyjną alternatywą dla części użytkowników. Pochwalę się, że przyczyniliśmy się do tego, bo wprowadziliśmy na rynek wózki używane, ale z gwarancją jakości i odpowiednio przygotowane. Wzrost rynku urządzeń używanych to z pewnością nie była jedynie chwilowa tendencja. Jeśli w danej aplikacji lepiej sprawdzi się wózek używany, to nawet lepiej jest go klientowi zaproponować niż podpowiadać mu wybór urządzenie nowego, które będzie droższe i będzie przekraczało jego aktualne potrzeby. Jest to również strategia biznesowa – klient jest zadowolony, bo nie sprzedaliśmy mu rozwiązania na wyrost, więc jest większa szansa, że w przyszłości wróci do rozmów z nami, jeśli będzie potrzebował floty nowych wózków.
- Jesteśmy krótko przed podsumowaniem wyników sprzedażowych za 2011 r. Czy według pierwszych prognoz można powiedzieć, że rynek odbudował się po poziomu wyników osiągniętych w 2008 r.?
W dobrym 2008 r., bo chociaż wtedy wybuchł kryzys, to w patrząc na niego przez pryzmat liczb nie można nazwać go rokiem kryzysowym. Załamanie rynku odczuliśmy dopiero w ostatnich tygodniach i większość zamówień została jeszcze zrealizowana. Rok 2009 r. był klasycznie kryzysowy z potężnymi spadkami w sprzedaży wózków sięgającymi kilkudziesięciu procent. 2010 r. to było powolne, aczkolwiek systematyczne odbudowywanie się sprzedaży. Natomiast w 2011r., jeśli chodzi o wielkość sprzedaży i skalę obrotu, to osiągniemy wynik sprzedażowy zbliżony do tego z 2008r.
- To dobry wynik, jak na te wszystkie rynkowe zawirowania. To, co mnie zaskoczyło w bieżącym roku, to fakt, że coraz głośniej firmy z branży wózkowej mówią o tym, że procedury przetargowe nie dość, że są czasochłonne, to w małym stopniu oddają główne aspekty oferty.
Powiem jak to wygląda z naszej strony. Przetarg to dla nas przygotowanie olbrzymiej liczby obszernych dokumentów, są to po prostu grube teczki papierów. I rzeczywiście – niestety - w wielu przypadkach jest to strata czasu i pieniędzy. Niby drobiazg, ale wszystkie dokumenty przetargowe wymagają podpisu na każdej stronie, można by to uprościć, co nie tylko zaoszczędzi nam czas, ale też będzie zachowaniem proekologicznym. Zazwyczaj bywa tak, że podstawowym czynnikiem wyboru wózka jest jego cena, a parametry urządzenia na papierze bywają do siebie bardzo zbliżone. Takie czynniki jak: funkcjonalność, ergonomia, bezpieczeństwo i wartość samego sprzętu w dłuższym okresie czasu, przy procedurach przetargowych są naprawdę bardzo trudne do uchwycenia. To jest tak, jakbyśmy chcieli dla siebie kupić samochód, porównując tylko ulotki. W takim razie najpewniej wybralibyśmy najtańszy pojazd na rynku i pewnie nie bylibyśmy z czasem z tego wyboru szczególnie zadowoleni…
- Proszę zdradzić, jaki był szczególnie istotny dla Was – skala, zakres, współpraca, profil klienta – kontrakt zawarty w 2011 r.
Naszym największym tegorocznym sukcesem jest kontrakt ze światowym potentatem w branży napojowej na 100 wózków widłowych. W ramach wynajmu długoterminowego Klient będzie użytkował przez następne kilka lat czołowe wózki spalinowe typ TFG 425s (udźwig 2500kg), TFG 430s (udźwig 3000kg), TFG 435s (udźwig 3500kg) i TFG 670 (udźwig 7000kg) a także wózki unoszą Ce z platformą dla operatora tym ERE 225. Wszystkie pojazdy są ubezpieczone oraz objęte usługą pełnej opieki serwisowej, czyli tzw. Full Service. Liczymy na dalszy rozwój współpracy w 2012 roku.
Rozmawiał Sebastian Śliwieński, redaktor naczelny "Warehouse Monitor"
Wywiad ukazał się w IV numerze „Warehouse Monitor” 2011
|